29 stycznia 2017

Prolog


Dzięki swojej małej budowie bez problemu udało mu się przecisnąć przez tłum dorosłych i stanąć w pierwszym rzędzie zbiorowiska. Gray Fullbuster, wtedy zaledwie ośmiolatek, przyglądał się z przerażeniem jak strażnik bezlitośnie ciągnie za sobą jakiegoś dzieciaka; przypuszczał, że mógł być to nawet rówieśnik Graya. Pomimo sporej odległości potrafił dostrzec jak pod kajdankami obdarta skóra pojmanego zaczyna przybierać coraz intensywniejszy odcień. Dziecko próbowało się wyrwać oprawcy, wrzeszczało, kopało i płakało, jednak działania nie przynosiły oczekiwanych skutków, a wśród tłumu nie robiło to najmniejszego wrażenia. Obchodzono się z nim jak z workiem ziemniaków, a postronni widzieli przed sobą kolejne przedstawienie ulicznego grajka; wzbudzało zainteresowanie, miało olbrzymi potencjał do sensacji i to się liczyło.
Że niby to ma być Wróżka? – Gray usłyszał nad sobą zniesmaczony głos jakiegoś dorosłego.
Spojrzał do góry i dostrzegł jak drugi, jakiś pomniejszy rolnik, kiwnął na te słowa głową, a na jego twarzy odmalował się niesmak.
I w dodatku bękart – mruknął, spluwając gdzieś w bok.
Ciekawe czyj to szczeniak.
Podobno jeszcze specjalnie jechali po niego na drugi koniec Fiore – dodał trzeci.
Gray z chęcią zasłoniłby sobie uszy, aby nie słyszeć tej krótkiej wymiany zdań, jednak było już za późno i słowa podziałały na jego wyobraźnie. W ciągu zaledwie jednego mrugnięcia jego perspektywa uległa zmianie i sam zaczął się czuć, jakby to właśnie on był na miejscu różowowłosego. Jego ciało doznawało każdą odbywającą się przed jego oczami scenę, każdy brutalniejszy dotyk, wyzwiska.
Puuście mnie! Nie chcę, nie chcę! – wrzeszczał jego rówieśnik.
Gray nawet nie zdawał sobie sprawę, ale w pewnym momencie wstrzymał oddech. Jego ciałem wstrząsnął dreszcz, nogi zaczęły się trząść, a ręce mocniej przycisnęły do piersi torbę z zakupami.
Dreszcz mnie przeszedł.
Ogólnie jakby się zimniej zrobiło.
A środek lata. Dziwne.
Gray spojrzał z przerażeniem na zakupy. Większość owoców pokrywał szron, a każdy oddech zmieniał się w zamarzniętą parę. Z przestrachem zamknął oczy, próbując zapanować nad swoimi emocjami, jednak nieokiełznany strach nadal robił spustoszenie w jego wnętrzu. Musiał szybko zrobić to co zazwyczaj robił w takich chwilach – uciekać.
Uspokój się, uspokój się, uspokój się.
Spojrzał ostatni raz na chłopaka i szybko cofnął się w tłum. Miał nadzieje, że nikt nie zwróci na niego uwagi i jak najszybciej uda mu się wrócić do jego nauczycielki. Zaczął przeklinać sam siebie, że dał ponieść się ciekawości.
Ciekawe czy ma znak.
Co tam mnie znak obchodzi?
Gray uciekał, ale pojedyncze dialogi i tak docierały do jego uszu. Błagał w myślach, aby nikt nie powiedział tego na głos. Zatrzymał przy sobie coś, co jego mózg usilnie starał się ignorować, spychać w najdalsze zakamarki podświadomości.
Po co się fatygować aż do Krokusa? Czemu nie zabito go na miejscu?
Dokładnie. Jak resztę bękartów.
Gray mocniej zacisnął drżące ręce na niesionej torbie.

Gray miał wyciągniętą przed siebie dłoń, po jego plecach spływały strużki potu, a świadomość powoli łączyła wszystkie bezsensowne elementy w całość. Taca z jedzeniem leżąca tuż u jego stóp, olbrzymia zjeżdżalnia z lodu, księżniczka Lucy naprzeciwko, dorośli, zasłaniający swoje usta. Martwa cisza, potem stanowczy rozkaz.
Łapcie go!
Niespodziewanie został powalony na kolana. Czyjeś ręce zaczęły błądzić po jego ciele i nim się zorientował, powoli pozbywano się z niego ubrań.
Z ust dorosłych wyrwał się jęk zdziwienia, gdy któremuś z nich w końcu udało się zedrzeć z niego górne odzienie. Wzrok, niczym niewidzialne wiertło, wkręcał się w jego pierś, a jedno słowo nie chciało opuścić ich gardła, chociaż nerwowo szukało wyjścia u każdego z nich.
Wróżka – odważył się w końcu ktoś powiedzieć.
Gray poczuł jakby go spoliczkowano. Do oczu automatycznie napłynęły łzy, które jednak nie spływały po jego policzkach, powodując kolejny okrzyk wśród zgromadzenia. Przed oczami pojawiła się niechciana scena sprzed kilku godzin. Wspomnienie różowego chłopca, o którym chciał zapomnieć, stało się nagle wizją jego niedalekiej przyszłości.
N-nie-e jestem wró-żką – próbował się bronić, patrząc bezradnie jak kolejna zamarznięta łza spada obok jego kolan.
Kolejny odgłos zszokowania na jego niewychowanie.
Gray ni-e jest wr-ó-óżką. Nie jest. Gray nie jest. – poprawił się i zaczął powtarzać głucho, niczym robot, który nie wie co mówi.
Wróżka Lodu – usłyszał. Głos właściciela był twardy, wyprany z emocji i zarazem tak dobrze znajomy. Gray podniósł głowę do góry, modląc się, aby jednak się przesłyszał. Gdy jednak tłum z przestrachem ustąpił miejsca nadchodzącemu, wiedział, że nie było mowy o pomyłce. Mroźniejsze i sroższe niż jego łzy, mogło być tylko to spojrzenie.
Oczy Króla. Beznamiętne, wrogie, krytyczne przyglądały mu się z uwagą, jakby Gray był jakąś trudną zagadką do rozwiązania, acz niegodną Jego Królewskiej Mości.
Kolejny bękart – mruknął, delikatnie przeczesując ręką swoją jasną brodę. Cisza, która nastąpiła zaraz po tym, sprawiała, że pomiędzy sekundą powstała nowa jednostka czasu, wydłużając minutę do nieskończonego milczenia.
W młodym serduszku powstała jednak mała iskierka nadziei – może potraktują go łaskawiej, skoro uratował jego córkę? Władca widocznie się nad czymś zastanawiał.
Zabrać go stąd. – zarządził jednak do służb, a wydany przy tym gest przypominał ten, którym odgania się bezwartościowe muchy.
Nie jestem Wróżką – szepnął spanikowany Gray, gdy ktoś podniósł go brutalnie z podłogi, szukając dłoni do skucia – Nie jestem! Gray nie jest! – wrzasnął do odchodzącego Króla, ale ten nie odwrócił się.
Każdy na kogo spojrzał udawał, że nic nie widzi.
Nie powinien się dziwić.
W końcu najlepiej zdawał sobie sprawę, że to kłamstwo.

- - - - - - - 
Jak to się mówi - yolo. Lecimy. Chociaż mimo wszystko korci mnie założenie do tego opowiadania oddzielnego bloga, bo z 4 rozdziałów urodziło się... znacznie więcej. I wciąż rośnie, bo historia sama chce się rozbudowywać. Po sesji dam wyobraźni poszaleć i zobaczymy co tam zadecyduje :)